Poznajcie Psa osieroconego…

Pod koniec lipca 2020r. dostałam wiadomość, że na terenie naszej gminy błąka się pies, którego opiekun zmarł jakieś pół roku temu.
I po jego śmierci NIKT nie chciał się nim zaopiekować 🙁

Miał wielkie szczęście, że zauważyła go Pani Paulina, zainteresowała się wychudzonym, ledwo trzymającym się na łapach psem i dała nam znać.

Natychmiast pojechałam na miejsce i zgarnęłam z drogi wrak Psa, który przez całe swoje życie wiernie towarzyszył swojemu opiekunowi, a gdy jego zabrakło skończyło się i życie Psa, bo nikt go nie chciał. Bo na co komu stare, mniej więcej 13to letnie wielkie bydlę? Zeżreć potrzebuje, a nic z siebie nie da, bo ledwo łazi. I mało co widzi, bo na jedno oko ślepy, a drugie ropieje.
Słuch też kiepski. Stróż z niego żaden, to po cholerę go sobie na garb brać :/

Opiekun i Pies podobno byli nierozłączni, Pies nigdy nie był wiązany, wszędzie chodzili razem, był nakarmiony i zaopiekowany, na ile miał środki jego Człowiek. I nagle został sam, bez przyjaciela, wsparcia, pomocy, opieki, na dodatek stary i już niedołężny.

W tym miejscu chciałabym wszystkim, którzy się obruszają na nasze wymaganie adopcyjne dotyczące wskazania osoby, która zajmie się zwierzęciem w razie śmierci osoby adoptującej powiedzieć: patrzcie! Patrzcie i wyciągajcie wnioski, o ile potraficie :/

Wracając do Psa – po wstępnych badaniach: skrajne wychudzenie, silna anemia, wyniki wskazujące na masakryczne zarobaczenie, zmiany skórne spowodowane pchłami, które zżerały go żywcem! Jeszcze takiej hodowli tych insektów nie widziałyśmy :/

Spondyloza. Podejrzenie graniczące z pewnością anaplasmozy.

I rezygnacja… On już na nic nie czeka, nic nie chce, przyjmuje, co los daje, pewnie najchętniej poszedłby za swoim Opiekunem.
Aaaa, zapomniałam o jeszcze jednym szczególe: śrut. Pani Weronika w gabinecie wet. wymacała ziarna śrutu przy pachwinie psa. Jedno z nich widać na zdjęciu rtg. To kolejny pies z naszej gminy z takimi niespodziankami :/ Komentarz, jaki ciśnie mi się na usta, nie nadaje się do publikacji :/

Został zabezpieczony awaryjnie, a ponieważ nie znalazłyśmy dla niego domu stałego, padła decyzja, że zabieramy go do hoteliku.

Labo niesamowicie poruszył serca wielu Ludzi, którzy zechcieli wpłacić dla niego darowizny. Pewien wspaniały chłopiec ze stolicy, Jasiek, poprosił swoich pierwszokomunijnych gości, by zamiast prezentów podarowali mu pieniądze, które przeznaczy na ratowanie jakiegoś psa. Tym psem stał się właśnie Labo, a Jasiek jego pierwszym Fundatorem i ojcem chrzestnym w jednej Osobie 🙂

Tym sposobem na przełomie sierpnia i września zawiozłam Labo do bardzo dobrego domowego hoteliku w Koluszkach koło Łodzi. Tu jest otoczony najlepszą opieką, także weterynaryjną.

Odzyskuje siły, wraca do równowagi. Zyskał tu miano Wiktora Próchniaka i jak na prawdziwego próchniaka przystało uwielbia ucinać sobie drzemki na słońcu (bardzo lubi przebywać w ogrodzie).

Może i do niego w jesieni życia uśmiechnie się szczęście i ktoś podaruje mu ciepły i serdeczny dom?

 

Kontakt w sprawie adopcji: 608-09-09-89.

 

Kontynuując korzystanie ze strony, wyrażasz zgodę na korzystanie z plików cookie. więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie internetowej są ustawione na "zezwalaj na pliki cookie", aby zapewnić Ci jak najlepsze wrażenia z przeglądania. Jeśli nadal używasz tej witryny bez zmiany ustawień plików cookie lub klikniesz "Akceptuj" poniżej, to wyrażasz na to zgodę.
Więcej informacji o cookies znajdziesz na stronie: wszystkoociasteczkach.pl
Klauzula obowiązku informacyjnego

Zamknij