Bruno

https://www.youtube.com/watch?v=1uPK-msIEtE

"Sam sobie kulą u stóp.
Sobie kopię dół.
Sam sobie w oczy sypię sól.
Na siebie sam ukręcam bat.
Na siebie sam warczę wilkiem spode łba.
I przeklinam siebie z całych sił.
Sam pakuję siebie.
Sam wyrzucam się za drzwi.
Do siebie sam.
Piszę pożegnalny list.

A przecież jeszcze Tobą pachnę.
Przecież jeszcze w ustach czuję Twój smak.
Że to na moment.
Powtarzam sobie.
Że to tylko na chwilę.
Zostałem sam".
„Ciało obce” Happysad

Co więcej można o nim powiedzieć? Samotny z wyboru czy z konieczności?
Nie wiemy. Nie wiemy co zrobić musiał mu człowiek, że wybrał samotność.
Wiemy, że od roku był sam.
Sam. Ciągle sam. Tłum. Szum. Miasto. Ulica. A on ciągle sam. Podążał swoją drogą. Sam. Ciągle sam.
Samotność to była jego przystanią. Samotność była jego azylem. Samotność była codziennością.
Samotność nie bije, nie kopie, nie krzywdzi.
Nie umie chodzić na smyczy, nie potrafi bawić się jak szczeniak, nie potrafi cieszyć się na Twój widok. Nie potrafi przybiec Ci na powitanie. Nie potrafi polizać Twej dłoni. Nie potrafi przemóc strachu, by zbliżyć się do Ciebie.
Przez rok radził sobie sam. Mieszkał na ulicy, spał pod balkonami, żywił się resztkami. Nie zaufął nikomu. Nie przekonały go gesty, słowa, jedzenie. Nie przekonały kilkumiesięczne próby oswojenia.
Dzisiaj został złapany, łapało go 8 ludzi. Był strach, ból i strzał z Palmera.
W końcu jest w schronisku. Wśród tłumu psów, wśród pracowników, wśród wolontariuszy. A jednak ciągle sam. Sam. Wszędzie ciało obce.
Chcemy przywrócić zaufanie Bruna do ludzi. Czeka nas ciężka praca. I w schronisku i później w hotelu.
Ciężka ale chcemy, żeby ten młody pies przekonał się, że Człowiekowi można zaufać.

Cyganek

Cyganek to około 10-letni, malutki kundelek. Poznaliśmy go jako mieszkańca Schroniska w Mysłowicach. Radosny i przyjacielski psiak, zaczął gasnąć w oczach. Chudł z tygodnia na tydzień, dokuczały mu przewlekłe biegunki. Badania wykazały, że ma chorą wątrobę. Przeszedł leczenie i teoretycznie miało być już lepiej. Teoretycznie, bo któregoś dnia wolontariuszka zastała go w boksie we własnych wymiocinach, smutnego i osowiałego co było do niego niepodobne. Ponownie został w schronisku poddany leczeniu. Jednak my, widząc go w takim stanie postanowiliśmy działać, by za wszelką cenę wyciągnąć go ze schroniska. To nie było miejsce dla takiej kruszynki. I udało się! Dnia 5 września 2016 r. Cygan został zabrany ze schroniska i tym samym przeszedł pod opiekę Fundacji. Został przewieziony do hoteliku. Podróż zniósł dzielnie, choć nie obyło się bez stresów. Jednak szybko o niej zapomniał. Puszczony luzem w końcu zaznał odrobinę wolności. Radości było co niemiara. Cyganek zadowolony biegał i poznawał teren. I choć chudziutki i wybiedzony to jednak widok dla nas bezcenny. Cyganek został poddany szeregu badaniom. Konieczna była operacja usunięcia śledziony, moszny i jąder. Badania wykazały m. in zapalenie żołądka. Wszystko to plus góra leków i utrzymanie w hoteliku to jak się domyślacie spore koszty. Musimy wynagrodzić tej kruszynce cierpienia, które do tej pory przeszedł. Mimo osłabienia i choroby, jest w tym maluchu wielka chęć do życia. A to daje nam nadzieje, że warto o niego zawalczyć.
A jaki jest sam Cyganek? To wielki pieszczoch. Uwielbia siedzieć na kolankach i być głaskanym. Do ludzi i innych psów jest przyjaźnie nastawiony. Choć nie da sobie w kaszę dmuchać. Jeśli jakiś psi kumpel mu podpadnie, potrafi pokazać ząbki. Z racji, że jest dość chudziutki, bez ubranka w chłodne dni na dwór się nie rusza. A czas spędza najchętniej przy człowieku pod kołderką.

Czikita

Nasza nowa podopieczna - CZIKITA - 4 letnia bardzo wrażliwa sunia zabrana z tomaszowskiego schroniska :) ------------------- Co musiał jej zrobić człowiek, że tak panicznie się go boi? Nie wiadomo. Gdy tylko zbliżał się ktoś do jej schroniskowego boksu szybciutko uciekała na wybieg, czasem zerknęła przelękniona czy przypadkiem się jej nie goni. Raz poszła z wolontariuszami na spacer. Hm... poszła to za dużo powiedziane.... Czołgała się pod schroniskiem w promieniu metra. Głaskać się pozwalała, ale gdy była tylko okazja wczołgiwała się pod samochód by się ukryć. I znalazła moment. Uciekła jak strzała.... Pędziła ile sił w łapkach.... Wolontariusze próbowali ją złapać. Na nic. Kiedy wydawało się, że już ja mają....wolała rzucić się do Pilicy niż dać dotknąć człowiekowi. Wolontariusze stali wmurowani...A ona płynęła. Nurt szybki, wiry, Pilica w tym miejscu szeroka i głęboka, a ona ze smyczą....jak bezradny może czuć się człowiek kiedy nie może pomóc. Suni udało się przepłynąć, a wolontariuszom ją złapać, od tamtej pory pilnuje się nas, a my pilnujemy jej - jak oka w głowie. Czika była przywiązana w lesie, skazana na powolną, okrutną śmierć. To suczka, która jest bardzo wrażliwa i emocjonalna. Cieszy się na widok znajomych osób, tak bardzo - że ogon niemal się urywa, ale boi się podejść. Ma obawy. Spacery z nią to ciągłe zatrzymywanie się. Czika się zatrzymuje, kładzie na pleckach i czeka na mizianie. Musiała zostać bardzo skrzywdzona przez ludzi. W Schronisku była 3 lata. Była tu od szczeniaka, nie zna normalnego, godnego życia. Od 15.02.2014 roku zabrana ze schroniska w Tomaszowie i umieszczona w przytulnym hoteliku pod Sochaczewem. Czika ma 4 lata. Jest wysterylizowana.

Donald

Nie znamy dobrze Donalda. Nie zna go chyba nikt. Każdy się go boi. Jest agresywny, nie lubi być głaskany, potrafi zaatakować rękę, która go karmi. Jednak wiemy jedno, że jak każde żywe stworzenie powinien żyć godnie. A życia w schroniskowym boksie 2x2 m przez lata - godnym nazwać nie można. Pomóżmy temu psu, psu dla którego nawet eutanazja jest lepsza niż to co teraz, niż lata w schronisku bez szans na adopcję. Dlatego zabrałyśmy go do hotelu z behawiorystą.
W tej chwili Donald mieszka w hotelu ze szkoleniowcem. Za wcześnie wyrokować czy będzie psem w pełni adopcyjnym, ale dajemy mu szansę. Mamy nadzieję, że nam się uda i nie trzeba będzie podejmować decyzji o eutanazji. Jednak nie zaryzykujemy adopcji, która może źle się skończyć dla adoptującego.
Donald jest psem wysoce nad pobudliwym i wrażliwym. Z jego dotychczasowego zachowania wynika że nie pracował z nim opiekun i nie miał właściwego kontaktu z człowiekiem, na to nakłada się agresja.
Donald nie nadaje się do typowego domu rodzinnego ( dzieci, inne zwierzęta, większa ilość ludzi ), o mieszkaniu już nawet nie mówiąc.
Ten pies wymaga zdecydowanego podejścia najlepiej jednego opiekuna, mającego doświadczenie z psami, na pewno sprawdzi się jako stróż posesji, magazynów, terenu dozorowanego...... itp gdzie będzie miał do niego dostęp jeden przewodnik, pies będzie miał do dyspozycji szczelny kojec uniemożliwiający mu ucieczkę. Zapewniając mu odpowiedniego opiekuna, wybieg lub pracę do wykonania ( mam na myśli np stróżowanie, patrol itp ) nie powinno być z nim problemów, Donald to pies typu pracuś jemu trzeba po prostu zorganizować dzień żeby się wyżył i dał ujścia swoim nadmiernym emocjom. Pies jest pojętny, chętnie się uczy i chce współpracować z człowiekiem ale trzeba mu to umożliwić, pozostawiony w kojcu bez takich możliwości staje się nerwowy, nadpobudliwy i agresywny. Opiekun który będzie miał pod opieka Donalda musi sobie go bezwzględnie podporządkować ponieważ pies ma tendencję do dominacji.
Naszym zdaniem pies nadaje się do adopcji i już jakiś czas temu pisałam P.Annie że można go ogłaszać, bo ktoś kto się zdecyduje na niego musi umieć najpierw nad nim panować dopiero potem go zabrać, więc powinien przyjeżdżać do nas i wspólnie będziemy go "przekładać'' na nowego opiekuna. Ja rozglądam się nad właściwym miejscem dla niego, czasami się zdarza że ktoś szuka psa stróżującego do firm czy służb i zgłaszają się do nas o pomoc i doradztwo w tej kwestii.
Obiektywnie trzeba pamiętać o tym że jeśli pies trafi z nieodpowiednie ręce może stanowić zagrożenie dla osób postronnych ( co zresztą tyczy się wszystkich psów, nie tylko Donalda ).
Jeśli Pani pyta o powrót do schroniska to z pewnością nie wpłynie to dobrze na jego psychikę, uważam ze cała nasza praca zostanie zaprzepaszczona, aby z Donaldem wypracować sobie relacje i pies nam zaufał to początkowo była to praca po 3-4 godziny dziennie, teraz pracujemy z nim na spacerach ale początki były bardzo ciężkie. On asekuracyjnie gryzł wszystko czego nie znał.
Rozumiem też Państwa sytuację i oczywiście to jest Państwa pies i to Wy decydujecie co z nim będzie ale myślę że jest możliwe znalezienie mu takiego miejsca gdzie będzie mógł spokojnie funkcjonować.
Jak tylko coś dla niego znajdę to będę się z Państwem konsultować i Panie zadecydujecie czy i jak. My oczywiście służymy radą i pomocą.
Wiem że teraz jest ciężko a adopcjami "normalnych i bezproblemowych'' psów a co dopiero takich "wyjątkowych'' ale już nie takie nam się udawało dobrze wyadoptować może z koro już Państwo tyle dla niego zrobili to warto jeszcze spróbować.

Dyzio

W schronisku wołali na niego Reks. Trafił tam po wielodniowej włóczędze. Był przerażony. Nie pozwalał się głaskać, bał się dotyku, od razu reagował agresją lękową. Wiele tygodni minęło, aż w końcu Reksio zaczął wychodzić na spacery, teraz już pozwala się głaskać, choć nadal jest nieufny i bojaźliwy. Mysleliśmy, że nie widzi i nie słyszy, ale to raczej nie jest prawdą. Jest mocno zaniedbany i wychudzony. Zanim będzie mógł przejść jakikolwiek zabieg (ząbki, kastracja) musi koniecznie przytyć. Zabraliśmy dziadka do hoteliku i daliśmy mu nowe imię Dyzio. Teraz chcemy zrobić wszystko aby Dyzio odzyskał godne życie i nigdy nie wrócił do schroniskowej klatki. Pomóż nam! Potrzebujemy dla staruszka dobrej jakości mokrej karmy.

Frotek

Nie zawsze jest tak, jakbyśmy chciały. Mało powiedziane.
Jak powinno być.
Czasem marzenia zderzają się z szarą rzeczywistością, obijając o okrucieństwo człowieka...
Życie Frotka to ciągłe pasmo porzuceń, powrotów do schroniska..
Przeczytaj i wyobraź sobie, co musiał przeżyć ten biedny, schorowany pies...
a będzie to długa historia...
Adoptowany w maju 2015 roku po przeprowadzonej procedurze adopcyjnej, miał siedzieć na kanapie, miał być kochany jak nikt. Byliśmy w stałym kontakcie Podczas kolejnej próby kontaktu z domem, usłyszeliśmy, że zdjęcia dostaniemy, ale aktualnie partner jest na długim wyjeździe a z uwagi na to, że psiakiem trzeba zajmować się uważnie,psiak w tej chwili przebywa u mamy. Cierpliwie czekałyśmy. Czekanie zaczęło nas bardzo niepokoić.
Co się działo z Frotkiem? Trzeba było sprawdzić..
Niestety. Nie była to miła wizyta...
Frotek przez kilka dni, może tygodni był w domu, ale jak to ujęła Pani: "brudził podczas ataków padaczki, niszczył" i...wylądował w komórce.
Brak słów, by skomentować, brak sił i mocne zaciśnięcie zębów, by nie doszło do rękoczynów...
Frotek siedział w ciemnej, zamkniętej piwnicy, w dodatku na krótkim łańcuchu...
Gryzł z nerwów i rozpaczy kartonowe pudło.
Wrócił do schroniska.
Powstało to wydarzenie, ogłoszenia na stronie i w lokalnej gazecie.
Kolejny raz zapaliło się światełko nadziei. Ktoś wypatrzył, zabrał do siebie ze schroniska obiecał się opiekować. Obiecał nie zdradzić...
Przecież musiało być już dobrze.
Przecież nie mógł przeżyć kolejnego zawodu.
Niemożliwe, by pies miał aż takiego pecha...
A jednak.
Nagle bajka Frotka pękła jak bańka mydlana...
a Frotek znów zamienił dom na schroniskową klatkę.
Każdy powrót do schroniska jest jeszcze cięższy.
Frotek przez dwa miesiące spędzał całe dnie w małe klatce.
Stres znów rozbijał jego psychikę.
Dzięki wolontariuszom szybko zauważono atak padaczki i Frotek poza przygryzieniem języka nie zrobił sobie nic poważniejszego, ale..
nie można było dłużej ryzykować.
Frotek 14.07.2016 pojechał do hoteliku Tymczasik.

Jaki jest Frotek?
Frotek to bardzo kontaktowy i przyjazny psiak.
Mimo choroby, cieszy się życiem, spacerami.
Po pogryzieniu reagował na inne psy agresją lękową, ale hotelik powoli nad tym pracuje. Powoli dozuje się ilość kontaktu z innymi psami.
Pierwsze godziny były dla Frotka stresujące, ale teraz już coraz lepiej czuje się w obecności innych psów ;)
Frotek to również niesamowity pieszczoch- kocha zarówno ludzi dorosłych jak i dzieci.
To idealny pies rodzinny.
Choroba Frotka w niczym nie przeszkadza ;)
Wystarczy, że będzie codziennie otrzymywał odpowiednią dawkę leku.

Frotek chciałby mieć dom, dobry i kochający dom.
DLACZEGO BY NIE SPEŁNIĆ MARZENIA CHOREGO PSA?
Udostępnij.
Weź udział w ratowaniu życia...


ROK URODZENIA: 2010
ROZMIAR (S/M/L/XL): S/M
Frotek jest zaszczepiony, odrobaczony i zaczipowany.

Kontakt w sprawie adopcji: 608 084 532/ 730-355-970

Fuks

"Zanim zasnę...podaruj mi trochę siebie...nim zamknę oczy... Zanim zasnę chciałbym poczuć, jak pachnie dom. Jak pachnie miłość i troska... Zanim zasnę chciałbym wiedzieć, że żyłem naprawdę!" Wystarczy tylko tyle - tylko Ty i mały kącik w Twoim sercu.... FUKS... Starszy pies - porzucony jak niepotrzebna rzecz. Historia typowa. Historia jak większość, ale dla niego to największa tragedia. Fuks miał szczęście? Trafił do schroniska... Miał szczęście i to przykre, że szczęściem musiałyśmy nazwać schroniskowy boks. Jednak psi staruszek pozostawiony sam sobie na ulicy, w zimę, w mrozy mógłby nie dożyć kolejnej wiosny, kolejnego lata... Fuks to niezwykle emocjonalny pies. Lgnie do człowieka, woła go do siebie. Fuks płakał, gdy mijałyśmy boks,a jego płacz wplatał się w najgłębsze zakamarki naszej głowy, zostawał tam i nie pozwalał zapomnieć... Tak mijały miesiące aż w końcu lata, a każda kolejna minuta sprawiała, że Fuksa opuszczała nadzieja. Jego stan psychiczny po ponad dwóch latach zaczął się bardzo pogarszać. Końcówka września tego roku przeraziła nas tak, że nie sposób było dłużej czekać. Fuks już nawet nie reagował, gdy wołałyśmy go do krat. Zobojętniały leżał w schroniskowej budzie. Nie mogłyśmy dłużej czekać. Fuks 02.10.2016 r. opuścił schronisko i zamieszkał w zaprzyjaźnionym hotelu. Zamieszkał w ocieplanym boksie z własnym wybiegiem w Hoteliku u Lilki ♥ Cały dzień ma do dyspozycji wolny wybieg, gotowane jedzonko i codzienne spacery. Dotyk dłoni i obecność ludzi sprawia, że Staruszek czuje się spokojny, czuje się bezpiecznie. Fuks jesień życia powinien spędzić wśród ludzi, którzy go kochają, w miejscu, gdzie jego dom. To miejsce wydaje się tak odległe, ale z naszą pomocą z pewnością nadejdzie dzień, w którym rodzina odnajdzie naszego Staruszka.
Imię: Fuks
Rok urodzenia : ok 2004
Rozmiar (S/M/L/XL): M
Stosunek do innych psów: Fuks w stosunku do samców ma zadziorny charakter, bezproblemowy dogaduje się z suniami.
Stosunek do kotów: nie stwierdzono.
Fuks znajduje się w hoteliku u Lilki w miejscowości Lipiny Jasienie.
Kontakt w sprawie adopcji: 608-084-532

Hyzio

HYZIO mieszka w schronisku. Mieszka tam od 4 lat. Kiedyś wesoły, radosny, zapraszał do zabawy, teraz? Zasmucony, zrezygnowany schroniskowy weteran. Gdy odnalazła się Właścicielka Ludwiczka, na jego miejsce postanowiliśmy uratować właśnie naszego Hyzia. Chcemy żeby na nowo poznał życie i wkrótce znalazł dom. Hyzio został przyprowadzony do schroniska w 2011 r. Jak dobrze, że ludzie nie są obojętni i potrafią zareagować na cierpienie. Na cierpienie niewielkiego psiaka. Hyzio błąkał się po ulicach, nie dojadał, spał na śmietniku, przy krawężniku... Przeganiany, kopany, czasami oberwał kamieniem. Ot żywot bezdomnego kundelka. W końcu ktoś nie potrafił dłużej na to patrzeć. Hyzio to młody, radosny psiak. Jest szczuplutki, ale taka jego uroda, uwielbia spędzać wolny czas na budzie. A tego czasu ma w schronisku, aż za dużo. W schronisku niestety już czwarty rok, połowa życia stracona, czy znajdzie się w końcu ktoś kto wynagrodzi Hyziowi zamknięcie, porzucenie? Hyzio ma 6 lat. Jest wykastrowany, zaszczepiony i zaczipowany. Jest łagodnym i przyjaznym kundelkiem. Lubi inne psiaki. Na spacerach grzeczny i posłuszny. Jest średniej wielkości pieskiem.

Jantar

Nieśmiały, bojaźliwy Jantarek przez 6 lat mieszkał w Tomaszowskim schronisku. To bardzo długo. Trafił tam, jako niespełna roczny psiak i spędził cała swoją młodość. Przez pierwsze 4 lata nie wychodził na spacery. Był dzikusem, bał się ludzi. Chował, uciekał w kąt. Po 4 latach udało się wolontariuszom zabrać go na pierwszy spacer. 13 listopada 2016 r. zabraliśmy Jantara do hotelu, gdzie poznaje nowe, lepsze życie. Przekonuje się do człowieka, bo na razie to kupka psiego nieszczęścia i strachu.

Jonasz

Wyobraź sobie, że jesteś sam. Ale sam dosłownie i totalnie. Nie masz NIKOGO. Żadnego wsparcia ze strony rodziny czy przyjaciół - nic, zero, null, bo nikogo takiego w Twoim otoczeniu nie ma! Nikogo nie obchodzisz, nikt się Tobą nie interesuje, nikt Ci nie pomaga, jesteś całkowicie wyrzucony poza margines społeczeństwa. Nie ma mamy, taty, siostry, brata, przyjaciółki. Nawet kolezanki nie całkiem lubianej - jej też nie ma. Sam w obcym mieście. Na dodatek jesteś niesamodzielny, nie masz pracy ani żadnych środków na utrzymanie, nie zarobisz na siebie, bo nie masz takich mozliwosci, nie masz co jeść, nie masz domu, w którym mógłbyś się schronić, nie masz gdzie spać, nie masz NIC. Dosłownie nic. Nie masz portfela, karty kredytowej, dowodu osobistego. Nie masz samochodu, nie masz pieniędzy na taksówkę, a zreszta na co Ci taksówka, skoro nie masz gdzie jechać? Nie jest juz Twoim problemem gdzie wyjść, żeby się zabawić, tylko GDZIE WRÓCIĆ! Wiem, że ciężko to sobie wyobrazić, ale wysil się. Na dodatek jesteś społecznie nieakceptowany, przeganiany, niejednokrotnie bity, kopany, obrzucany kamieniami. Horror? Witaj w piekle - tak wygląda życie bezdomnych psów.

A teraz wyobraź sobie, że udało Ci się przetrwać, jakimś cudem radzisz sobie z odrzuceniem, nauczyłeś się unikać zagrożeń ze strony ludzi, tudzież przestawiłeś swój organizm na maksymalne wykorzystanie tych resztek, które dwa, trzy razy w tygodniu udaje Ci się gdzieś zdobyć i nagle ulegasz wypadkowi... Nie umierasz, to byłoby za proste. Wstajesz, ale Twoja sprawność odeszła w zapomnienie. Ledwo chodzisz, raczej pełzasz, nie jesteś w stanie uciec przed zagrożeniem. Wtedy ktoś Cię znajduje, zabiera do miejsca, gdzie jest multum takich jak Ty - wykluczonych, niechcianych i nie istniejacych dla swiata i ... i nic . Zostajesz numerem zamkniętym w klatce i zapomnianym. Twój świat to kraty i ból zniekształconych nóg, strach przed towarzyszami z klatki, którzy swoją frustrację i złość wyładowują na słabszych ( czyli na Tobie ). Rano ogarnia Cię paralizujący strach przed dniem, wieczorem boisz się zasnąć, bo we śnie jesteś juz całkowicie bezbronny. Nie masz szans na odparcie ataku zdrowych, zdeterminowanych, agresywnych przeciwników. Nie masz szans na wyrwanie się stamtąd, bo to miejsce zaklęte - kto tam trafi, ten zostaje, jak w zaczarowanym kole. Zapomnij o nadziei, jej tam nie ma, tam nie ma nikogo, kogo obchodziłby Twój los...Przerażająca wizja? Witaj w świecie Jonasza. I nie módl się do swojego Boga, pod jakąkolwiek postacią - jest tam tak samo nieobecny jak nadzieja. Dla Jonasza Bogiem jest Człowiek, a ten go opuścił.

Od 2013 roku Jonasz przebywał w schronisku, bez diagnozy, bez szans na adopcję, bo kto zwróci uwagę na czarnego psa, który wygląda jak Quasimodo i ma problemy z poruszaniem się? Niesprawny, nieatrakcyjny, niemłody,bo według oceny weta ma 8 lat?

06.10.2016 - to ważny dzień w zyciu Jonasza, dzień przełomowy. Tego dnia nasza Fundacja przejęła nad nim opiekę. Został umieszczony w domowym hoteliku, pod opieką cudownych ludzi. Rozpoczynamy diagnozowanie i podejmiemy leczenie. Nie wiemy jeszcze jakie ma szanse na powrót do normalności, ale wiemy jedno: zrobimy WSZYSTKO! żeby mu pomóc. Piekło jakie przeszedł to przeszłość, mamy nadzieję, że przed nim teraz juz tylko dobre dni. Będziemy mu szukać domu najlepszego na świecie, takiego, który go pokocha miłoscią najszczerszą i bezwzględną. To nasze plany na jego przyszłość, która mozemy stworzyć razem.

Józio

Od 02.05.2014 roku Józio jest naszym PODOPIECZNYM :)
przebywa w Domu Tymczasowym pod Częstochową.
Nadal szukamy dla niego stałego, dobrego domku.
.................
W takich chwilach traci się wiarę w ludzi, zaczyna coraz bardziej kochać zwierzęta i pała coraz większą nienawiścią do ludzkiej rasy. Wycieńczony. Nieprzytomny. Umierający na bagnach. Nie wiemy czy tam porzucony, czy się doczołgał sam by umrzeć. W 2012 roku trafił do schroniska. Józio leżąc pod kroplówką otwierał tylko oczy, nie mógł nawet podnieść głowy.

Przeszedł nadzwyczaj wiele, przeszedł także kilkukrotnie babeszjozę. Jest niesamowicie dzielny. Jest z nami do dziś, choć starutki i coraz słabszy. Józio w schronisku fatalnie znosił mrozy, mimo wszelkich naszych starań jakie wkładaliśmy w ocieplenie budy.
Baliśmy się o niego każdego dnia. Józieniek trzęsł się całe dnie, mogliśmy się tylko domyślać co działo się w nocy. Mrozy go wykańczały, złapało go zapalenie kości i kolejne miesiące mijały na walce z chorobą. Po wyleczeniu postanowiliśmy nie czekać na kolejne słabsze dni Józia - podjęliśmy decyzję o zabraniu go ze schroniska.

Józio jest psem radosnym i wesołym. Dobrze dogaduje się z innymi psami. Bardzo ładnie spaceruje na smyczy. Jest grzeczny. Ma już 10 lat, dlatego szukamy dla Józia domu spokojnego, pełnego miłości.

Imię: Józio, Jożek
Wiek: 10 lat
Urodzony: 05.2004
Rozmiar (S/M/L/XL): M

Zaszczepiony: tak
Odrobaczony: tak
Zaczipowany: tak

Kama

"Tak mijają dni bez Ciebie
Z ciszą pośród czterech ścian...
Nie przekrzyczy jej mój strach...

Tak mijają dni bez Ciebie
Każdy z nich jest taki sam..."

Tak mijały dni KAMY w schronisku...
Lato...jesień...zima...wiosna...
Znów lato...i tak bez końca.
Dzień za dniem - tylko kraty.
Kama była wciąż uwięziona w ciasnym boksie
- to jej Jedyny Świat od Czterech lat!
Te oczy...od sierpnia 2010 roku błagały o dom...

Kama musiała zmierzyć się drastycznie ze schroniskową rzeczywistością.
Z rodzinnej "kanapy" trafiła do pustej budy w zimnym boksie...
Pewnie długi czas wierzyła, czekała...Leżała w bezruchu i patrzyła...a każde jej spojrzenie jest jak wyrzut sumienia...

Kama to kochana, delikatna sunia.
W schronisku czekała dzielnie na budzie, aż ludzka dłoń zbliży się choć na chwilę, by przez choć "ułamek sekundy" poczuć ciepło, które przypomina coś, co mogło być piękne...coś, co mogło stać się rodziną.
Trochę nieufna w stosunku do ludzi, ale tylko ze strachu. Po chwili przekonuje się do człowieka i sama podkłada łepek do głaskania. Przy lepszym poznaniu Kama to żywioł, wulkan energii!
To bardzo miła i bardzo emocjonalna sunia :)

Kama ma 6 latek, ale ten wiek w niczym jej nie ujmuje..To piękna szorstkowłosa sunia :)
.Przyjacielu! Gdziekolwiek jesteś- przytul Kamę do serca, a przekonasz się, jak mocno potrafi kochać człowieka!

Wiek: 7 lat
Rok urodzenia: 02.2007
Wysterylizowana: tak
Zaczipowana: tak
Zaszczepiona tak
Odrobaczona: tak

Od 5 lipca 2014 roku Kama jest podopieczną naszej fundacji Amicus Canis - Fundacja na Rzecz Zwierząt Skrzywdzonych. Kama spędzała nam sen z powiek. Nie dawała nam spokoju. 4 lata w tym samym boksie wykończyły ją psychicznie. I jak tylko pojawiła się szansa na zabranie jej do hoteliku - po prostu to zrobiłyśmy! Kamusia przebywa w hoteliku pod Sochaczewem. Potrzebuje pieniążków na utrzymanie. Koszt to 300 zł miesięcznie. Oprócz tego pilny domek - to dla nas priorytet!

Kochani! Szukamy dla Kamy własnego kącika i odrobiny miłości :)

Kontakt w sprawie adopcji:
608-084-532
730-355-970
730-355-971

Kępek

Kępek ma 12 lat. W zeszłe wakacje został porzucony przez swoją rodzinę i przywiązany do bram schroniska. Uroczy Dziadzio nie wiedział co się dzieje, był bardzo zagubiony, wycofany. Na domiar złego, okazało się, że Kępek ma chorą wątrobę. Chcielibyśmy, by wiek i choroba staruszka nie były przeszkodą w adopcji, by znalazł się dobry, odpowiedzialny dom i zaopiekował się emerytowanym Kępkiem.
Bardzo proszę - podaj dalej ten post. Udostępnij zdjęcie.
Być może jedno Twoje kliknięcie odmieni na zawsze życie Kępka.
Kontakt do nas:
☎ 665 219 400
☎ 608 084 532
✉ amicus_canis@interia.pl

Koperek

Koperek ( dawniej Dziadek) lat ma raptem 7. To niedużo, ale wystarczająco,żeby doznał goryczy porzucenia i smutku opuszczenia. Kilka lat temu ktoś przywiózł go samochodem do lasu, wypchnął z auta i odjechał ... Biedak nie wiedział, co się stało, gdzie ma biec, uszkodził sobie łapkę ( pewnie podczas wyrzucania go z auta), próbował szukać tropu do domu, ale nie znalazł.W tym wszystkim miał jednak szczęście - zaopiekował się nim człowiek, który nie miał nic, ale miał wielkie serce.Koperek zamieszkał razem ze swoim opiekunem i jeszcze kilkoma pieskami w ubogiej chałupinie w lesie, w którym, został porzucony i był szczęśliwy. Niestety nic co dobre wiecznie nie trwa, opiekun poważnie się rozchorował, musiał opuścić swoje ukochane pieski i już do nich nie wróci.I znowu nasz biedaczek musi radzić sobie ze stratą. ta teraz chyba bardziej go boli- opuścił go dobry człowiek, wraz z nim skończył się etap beztroskiego zycia w cichym, spokojnym lesie.Koperek jest pieskiem bezproblemowym.Umie zachować czystość w domu, jest grzeczny, dogaduje się z innymi pieskami, bardzo przyjazny w stosunku do ludzi. Jest zdrowy, wykastrowany, zaszczepiony i odrobaczany.Niestety trzeba było amputować fragment przedniej łapki, jednak nie przeszkadza mu to w sprawnym bieganiu. Szukamy dla niego opiekuna, który nigdy go nie opuści, już dosyć rozstań zaliczył ten biedny, malutki piesek.

Koszatek

"Do lipca 2016 r. miał pana, ale jego pan umarł i Koszatek został sam. Trafił do schroniska. Malutki, drobniutki, bezbronny stał przy kratach i „płakał” prosząc o powrót do domu. Jego płacz słychać było w całym schronisku. Z każdym dniem płakał jednak coraz ciszej, bo w końcu zrozumiał, że na świecie został zupełnie sam...
Koszatek ma ponad 10 lat. Ładnie chodzi na smyczy, posłusznie podąża za człowiekiem na swoich króciutkich nóżkach. Jest grzeczny i spokojny. W schronisku nie słychać już płaczu Koszatka, ale teraz płaczą nasze serca, gdy widzimy tego „maluszka” za kratami. On nie może zostać na zimę w schronisku. Ratujmy Koszatka, podarujmy mu dom."

Tak brzmiał apel o pomoc, na który zdecydowaliśmy się natychmiast odpowiedzieć. Dziś Koszatek czeka na dom w hoteliku pod Warszawą. Pojechaliśmy po niego na dalekie Podkarpacie. Doprowadziliśmy skołtunionego dziadka do porządku, zdiagnozowalismy i leczymy. Jest chorym staruszkiem, wymagającym leczenia i rehabilitacji. Ma chore serce i bierze leki na stałe. Ma także niedoczynność tarczycy, również leczoną. Problem z poruszaniem się spowodowany jest zwyrodnieniami panewek kości biodrowych. Mamy za sobą już dwie operacje - stomatologiczną - stan zębów zagrażał poważnie sercu oraz operację wycięcia śledziony z powodu roznącego na niej naczyniaka. Mamy także za sobą sesję akupunktury. Wiek Koszatka lekarze oceniają na ok 13 lat.
Poza tym, że stary i chory (co jest w sumie rzeczą naturalną), Koszatek ma mnóstwo zalet. To miły, pogodny i przytulaśny psiak. Malutki, delikatny i niezwykle uroczy. Dogaduje się z innymi zwierzakami przy umiejętnej opiece. Ładnie chodzi na smyczy. Jest ogromnym łakomczuszkiem.

Koszatek szuka spokojnego i dobrego domu, mającego doświadczenie w opiece nad psim seniorem. Telefon w sprawie adopcji - 697 703 922. Obowiązuje procedura przed adopcyjna.

Lisek

Lisek 3 lata mieszkał w schronisku. Zwykły, czarny kundelek nie miał żadnych szans na adopcję. Zrezygnowany, smutny i samotny. Marnował się w tym okrutnym miejscu. Od 13 listopada 2016 roku uczy się nowego życia w hotelu dla psów. Okazał się bardzo sympatycznym i energicznym psem. Boi się nowych miejsc i ludzi, ale szybko się przekonuje. Jest młodym, kontaktowym psiakiem, który całe dotychczasowe życie spędził w schronisku. Nie czekaj. Pomóż Liskowi. Adoptuj go.

Lusia

Lusia została znaleziona w Tomaszowie Mazowieckim przy pizzeri. Porzucona jak śmieć. To starsza sunia, ma 11 lat. Wyglądała na bardzo zmęczoną życiem. Trafiła do schroniska i ze względu na jej depresyjny stan zabrałyśmy ją do domu tymczasowego w Częstochowie. Przebywa tam już 3 rok. Źle się tam czuje, bo nie jest sama, przebywa wśród wielu innych psów, które również ktoś porzucił. Boimy się, że nie doczeka tego, co powinna mieć całe życie. Domu. Jest spokojna i zrównoważona. Zachowuje czystość, akceptuje inne psy, lubi dzieci. Jest średniej wielkości psem, nieco w typie owczarka. Ma przepiękne umaszczenie, mądre spojrzenie. Nie sprawia problemów. Lubi wodę i chętnie pływa, to psia dama, która za okazaną troskę odwdzięczy się wielką psią miłością i wiernością. Czy jest coś gorszego niż bezdomność przez całe życie? Adopcja ratuje życie. Marzymy o tym, żeby ktoś uratował życie Lusi.

Kontakt w sprawie adopcji:
517 023 068
730 355 970
adopcje@op.pl

Mucha I Misiek

Historia jak wiele innych. Nic nadzwyczajnego. Można powiedzieć, że popularna. Co chwilę tak się dzieje, każdy już o czymś takim słyszał. Ale dla tych konkretnych zwierząt to dramat i przewrócony świat. Jakaś firma, dwa psy, przez lata oddane, służą, pilnują, kochają ręce, które je karmią. Matka i syn. Mucha i Misiek. Lata mijają, psy się starzeją, a firma znika. Zostają ruiny, zielona woda w misce, kości. Ktoś przyniesie resztki z obiadu, może i nawet trochę karmy. Budy też są. Zbitki z lichych desek, ale są. I pustka dookoła. Psy nadal pilnują. Ale czego? Starych cegieł, masy złomu, po co? Psy niepotrzebne. Nie ma kto ich zabrać, nie ma co z nimi zrobić. Wdrażamy się w temat. Jeździmy, karmimy, opiekujemy się w miejscu ich bytowania. Aż nagle psy zaczynają komuś przeszkadzać. W nocy ktoś się włamuje do opuszczonej firmy, wybija szyby, demoluje teren. Chce zabić psy. Misiek zostaje poraniony nożem w udo, całe szczęście udaje mu się uciec. Rano szybka decyzja, zabieramy. Obecnie psiaki są w hoteliku, bezpieczne. Szukamy domu dla nich, takiego już na stałe, do końca. Doskonale odnajdą się w domu z podwórkiem. Oddane, kochające.
W sprawie adopcji psiaków, można pisać do nas, albo dzwonić:
Kasia - 517 023 068
adopcje@op.pl

Niunia

"Bez cierpienia nie zrozumie się szczęścia." F. Dostojewski
Co jest gorsze?
Ból czy strach?
Czy cierpienie fizyczne czy psychiczne?
Niunia zna jedno i drugie . Pewnej nocy pół roku temu strasznie się bała i cierpiała. Prawdopodobnie jej "ukochany" Pan skatował ją niemiłosiernie. Była kłębuszkiem strachu i bólu. Kłębkiem sierści, który ktoś przerzucił przez płot.
Po znalezieniu rano kłębuszka okazało się, że to maleńka, młoda suczynka z ogromnie spuchnięta główką.
Pani L. miała w domu antybiotyk, podała i modliła się, żeby pomógł, bo suczki ani nie mieli jak dowieźć do weterynarza, ani środków na leczenie nie posiadali. Modły zostały wysłuchane, pomogło, opuchlizna zeszła. Niestety pozostała kulawizna, która raz się nasilała, raz cichła.Dziewczynka dostała na imię Niunia, zamieszkała z resztą stada na podwórku, a ze charakter ma wyjątkowo spokojny, dogadała się bez problemu ze wszystkimi. Ma obecnie około 1,5 roku, problemy z chodzeniem po wstępnej diagnozie są spowodowane najprawdopodobniej uszkodzeniem bioder podczas przerzucania przez płot. Oczywiście będziemy diagnozować dalej i zrobimy wszystko, żeby to naprawić, na razie jednak musi czekać w kolejce.... Niunia ma cudowny charakter- jest niesamowicie spokojna i przyjazna dla każdego, nigdy nie zdarzyło jej się warknąć, nawet przy jedzeniu, gdy któryś z psów odpycha ją od miski. Lubi koty, szczeniaki, ludzi,jest cichutka i czarująca. Niunia przeszła skomplikowaną operację bioder w klinice, koszt operacji to 1800 zł., a czeka ją jeszcze długotrwała rehabilitacja.

Ozzi

Życie to ruletka....
Tarcza wiruje...
Krupier podnosi dłoń....
Kulka się toczy...
Wstrzymujemy oddech....
Świat zamarł na ułamek sekundy.... Ułamek sekundy przeradza się w wieczność...

Życie gra z Ozzim w ruletkę....

Maleńki, drobniutki niedowidzący psiak.... 5 kg? 6 kg?
Nie widzi..., boi się.... wyciągnął zły los....
Pozbyto się go jak zbędną rzecz....
Boi się.... jest sam. Wokół słyszy klaksony aut...
Jest sam....

Przychodzi ratunek... Trafia do schroniska. Znowu strach, ogłuszjace szczekanie innych psów.
Ozzi zamyka się w sobie... warczy... kłapie ząbkami, przecież nie wie kto podchodzi...

Życie to ruletka....
Tarcza wiruje...
Krupier podnosi dłoń....
Kulka się toczy...
Wstrzymujemy oddech....
Świat zamarł na ułamek sekundy.... Ułamek sekundy przeradza się w wieczność...

Życie gra z Ozzim w ruletkę....

Jest!!!! Wygrał!!!!
Trafia do dt. Nie wie, że to na chwilę. Jest szczęśliwy. Kochany. Ma swoją Panią. Spacery, głaskanie, miseczkę...
szczęście trwa kilka miesięcy... Czuje się znów kochany, bezpieczny.

Życie to ruletka....
Tarcza wiruje...
Krupier podnosi dłoń....
Kulka się toczy...
Wstrzymujemy oddech....
Świat zamarł na ułamek sekundy.... Ułamek sekundy przeradza się w wieczność...

Życie gra z Ozzim w ruletkę....

Dt każe natychmiast odebrać psa. Gdzie? Do schronu? Powód? Ponoć zagryzł kociaki. Ugryzł opiekunkę.
Ozzi powrotu do schroniska prawdopodobnie by nie przeżył.
decyzja natychmiastowa, irracjonalna. Pomożemy Ewie jeśli zabierze go do siebie.
Ewa zabrała Ozziego do swojego hoteliku Tymczasik. Nie chce pieniążków. Obiecaliśmy, że będziemy mu szukać domu i pomożemy z karmą. I leczeniem.

Pomożemy? I tu apel do Państwa pomóżmy maluszkowi. Karma i diagnostyka to tak niewiele... a jednak dla Ozziego to szansa na życie.

Patka

Na co dzień spotykamy się z dziesiątkami dramatów.
Tragiczne historie zwierząt to niestety wciąż norma.
Historia PATKI nie będzie jedną z tych przepełnionych brutalnością, gdzie człowiek staje się dla zwierzęcia katem. Mimo to będzie równie smutna.
W czerwcu 2016 roku do schroniska w Tomaszowie Maz. wpłynęło kolejne zgłoszenie. Mała suczka od kilku dni błąka się na jednym z parkingów. Dziewczyna trafiła do schroniska. Tutaj zyskała imię – PATKA. To jedyne co tak naprawdę miała, wreszcie przestała być kolejną bezimienną. Z czasem dowiedzieliśmy się, że Patka na tymże parkingu koczowała już dosyć długi czas, sypiała w krzakach i prawdopodobnie nie raz, nie dwa była przeganiania, pewnie „zarobiła” też kilka kopniaków od „życzliwych”. Podejrzewamy, że została wyrzucona z samochodu i wiernie czekała na „Pana”, który już nigdy po nią nie wrócił...
W schronisku od początku nie mogła się odnaleźć. Panujący tutaj hałas i zamieszanie ją przerażał. W boksie została pogryziona przez inne silniejsze psiaki. Potem zdiagnozowano u niej padaczkę. Od tej chwili „zamieszkała” w niewielkiej klatce, aby zapobiec kolejnym tragediom. Owszem, było to o wiele bezpieczniejsze, ale nie ukrywajmy, co to za życie?
Dokładnie 30 lipca 2016 roku do Patki uśmiechnął się los. Pojechała do domu. Na pozór wszystko miało być idealnie. Rodzina przeszła pełną procedurę adopcyjną – rozmowy, ankieta, wizyta. Państwo mają drugiego psiaka również padaczkowca. Obeznani w temacie. Czego więcej by sobie życzyć? Niestety... życie pisze różne scenariusze. Nie mogło być zbyt kolorowo. Znów zabrakło happy endu.
Poinformowano nas, że od dłuższego czasu Patka posikuje w domu, są problemy z wychodzeniem z nią na spacery, ucieka na spacerach, brudzi na klatce schodowej i w windzie... Pomimo dwóch konsultacji behawioralnych i pracy również z klatką kenelową, problem nadal nie został rozwiązany. Otrzymaliśmy określony czas na znalezienie nowego domu.
Niestety telefon w jej sprawie milczał, a my nie mogliśmy czekać. Podjęliśmy decyzję o zabraniu jej do zaprzyjaźnionego, domowego hoteliku. Tutaj Patka w dobrych warunkach będzie czekać na nowy, odpowiedzialny dom!

Patka w hoteliku przebywa od 4 marca 2017 roku. Jest typowo małą sunieczką. Może ważyć około 7-8 kg. Jest niezwykle delikatna, wrażliwa i emocjonalna. Kocha człowieka ponad wszystko, ale zdecydowanie potrzebuje Opiekuna niezwykle odpowiedzialnego, spokojnego, gotowego na pracę z psem. Patka potrafi chodzić na smyczy. Bardzo dobrze asymiluje się z dziećmi, nawet tymi najmłodszymi, choć nie ukrywamy, że zależy nam, aby sunieczka w nowym domu miała spokój. Patka akceptuje inne psiaki, nie wykazuje w stosunku do nich agresji; zwykle pozostaje bezstronna we wszelkich „sporach”. Patka ma padaczkę, ale choroba w niczym jej nie przeszkadza. Funkcjonuje, jak każdy inny, zdrowy pies. Wystarczy, że będzie codziennie otrzymywała odpowiednią dawkę leku, który wcale nie należy do drogich.

PATKA chciałaby mieć dom, dobry i kochający dom.
DLACZEGO BY NIE SPEŁNIĆ MARZENIA CHOREGO PSA?
Udostępnij.
Weź udział w ratowaniu życia...

Patka jest zaszczepiona, odrobaczona, zaczipowana oraz wysterylizowana. Ma około 2-3 lat.

Chcesz wiedzieć więcej? Zadzwoń: 730-355-970 lub 793-990-900, bądź napisz do nas wiadomość prywatną.

Puńcia I Kubuńcia

Dwie malutkie suczki matka i córka,żyły spokojnie w lesie razem ze swoim opiekunem i innymi psami. Opiekun pieniędzy nie miał ale miał wielkie serce dla zwierząt,, kochał swoje psy i zajmował się nimi najlepiej jak potrafił.Pomagałyśmy mu dostarczając karmę i zapewniając opiekę weterynaryjną. I wszyscy byli szczęśliwi. Niestety los jak zwykle to bywa namieszał, Opiekun ciężko zachorował i opuścił swoje ukochane psiaki.Nie wróci już do nich, już nigdy nie będą razem. Punia i Kubusiowa zostały awaryjnie zabezpieczone- przebywają u naszej wolontariuszki. Punia ma ok. 10 lat,, Kubusiowa jakieś 4-5. Obie są wysterylizowane, zaszczepione, odrobaczone i zdrowe. Punia jest odważniejsza, Kubusiowa niestety zawsze była psem nieśmiałym , wycofanym i gorzej znosi zmiany. Obecność matki dodaje jej otuchy, dlatego tez szukamy raczej wspólnego domu. Tu, gdzie są jest tez stadko czterech psów, relacje z nimi układają się prawidłowo,w kontaktach z obcymi ludźmi wykazuje lęk przy głaskaniu (chociaż sama się o nie naprasza) czy braniu na ręce. Kiedy już zaufa jest cudowną rozbrykaną iskierką, której z radości mało się ogon nie urywa :) Szukamy spokojnego domu, chętnie z ogrodem ponieważ dziewczynki są przyzwyczajone do spędzania większości czasu na dworze i tam czuja się najlepiej.NIE DO BUDY! Kojec tez nie wchodzi w grę.

Roki

Taki fajny pies... mała kluseczka, na krótkich krzywych łapkach, ze śmiesznymi uszkami... Ma w sobie coś z jamnika, a zarazem jest kwintesencją kundelka - jedynego w swoim rodzaju, niepowtarzalnego! Roki nie jest też stary, ma raptem coś ok 6 latek...
No to dlaczego musiał tyle przejść?
Dlaczego zasilił szeregi setek, tysięcy niechcianych, niekochanych, odrzuconych?
Na to pytanie nie znamy odpowiedzi, bo to naprawdę pies bez wad. Wesoły, kochany, przytulaśny. Pełen radości życia.

Roki włóczył się po Tomaszowie aż razem z kolegami trafił za kraty schroniska. Po nich zgłosili się właściciele, po niego nie przyszedł nikt... Czekał tak i czekał wiele miesięcy. Jego radość życia zgasła w końcu. Z wesołka stał się smutasem. Zamknął się w sobie, nie wychodził z budy. Zachowywał sie tak, jakby był chory.

Zamiast diagnozować Rokiego w schronisku, postanowiliśmy go zabrać do hoteliku. Pierwsze podstawowe badania nie wykazały nic. Roki jest zdrowy, musi tylko trochę schudnąć. W schronisku nie miał dużo ruchu, wiadomo. Jako piesek w typie jamnika, narażony jest na pewne przypadłości w związku z tym.

Roki w hoteliku odżył natychmiast. Znowu stał się sobą. Znowu biega i pełno go w kążdym kącie. Jest wesoły i rozwesela innych sobą. Wieczorem zmęczony zalega na łóżeczku i marzy o swoim domu. Tym prawdziwym, z człowiekiem tylko dla niego. Spełnij jego marzenie ♥

Tel. w spr. adopcji Rokiego - 608 09 09 89
Roki przebywa w hoteliku koło Częstochowy.
Obowiązuje procedura przed adopcyjna.

Rupert

Od 05.07.2014 roku Rupert jest podopiecznym naszej Fundacji AMICUS CANIS. W Schronisku w Tomaszowie Mazowieckim przebywał 4 lata. W tym czasie nikt o niego nie spytał, nikt nie zwracał uwagi. Postanowiliśmy go zabrać, uratować i dać chociaż namiastkę normalnego, godnego życia. Teraz czas na dom!!

Rupert trafił do tomaszowskiego schroniska w marcu 2010 roku. Przez dłuższy czas przestraszony, nie wychodził z budy, obserwator. Bardzo tęsknił za ludźmi, w jego oczach widać było tęsknotę i ogromny ból jaki sprawiał mu pobyt w tym miejscu. Trochę uwagi i Rupert bardzo otwierał się na człowieka. Po długiej pracy z nim, Rupert bardzo się otworzył, zaczął wychodzić na spacery. To był nasz wielki-mały sukces, z którego się cieszyliśmy.

Rupert uwielbia spacery, uwielbia biegać. Jest sporych rozmiarów, ale to kochany, bardzo łagodny psiak. Ulubioną rozrywką Ruperta jest kopanie dołków.

Jak chcemy mu pomóc?
Przede wszystkim szukamy domu dla Ruperta. Może mieszkać w domu lub w ogrodzie. Jeśli ogród lub podwórko - to koniecznie ocieplona budka.

Wiek: 5 lat
Urodzony: 06.2009
Rozmiar: duży

Rupert jest wykastrowany, zaszczepiony, odrobaczony i zaczipowany.

Telefony kontaktowe w sprawie adopcji:
608-084-532
730-355-970
730-355-971
E-mail:
adopcje@op.pl

Sisi

To się nigdy nie kończy. Naszej pomocy potrzebuje kolejny pies. Tym razem amstaffka - SISI, jest w naszym schronisku pół roku. Przez kilka lat miała właściciela, była zapewne kochana, a potem nagle pozostawiona sobie w pustym mieszkaniu. Sisi trafiła do schroniska skrajnie wygłodzona i wycieńczona, z ogromnym guzem na łapie. Doszła do siebie, przeszła operację usunięcia guza, sterylkę. Zaufała człowiekowi, bo na samym początku nie dawała do siebie dojść, reagowała agresją lękową, bardzo broniła miski i swojego miejsca. Teraz jest znacznie lepiej, chętnie nawiązuje kontakt z ludźmi, których zna. Ładnie chodzi na smyczy. Ma około 6 lat, jest bardzo zniszczona przez życie, teraz dodatkowo za kratami kompletnie sobie nie radzi. Sisi się kaleczy, bo wkłada pysk mięzy kraty, piszczy, drapie, gryzie budę. Często jest podenerwowana i bardzo smutna. Ostatnio zrobiło się zimno, Sisi zaczęła bardzo marznąć. W budzie trzęsie się, jak galaretka, a my nie jesteśmy w stanie jej pomóc. Szukamy pilnie domu dla Sisi. Domu odpowiedzialnego, bez malutkich dzieci i innych zwierząt. Najchętniej mieszkania i troskliwego, znającego rasę opiekuna. Czy jest dla niej jeszcze jakaś szansa? Wciąż wierzymy, że tak... SISI ma około 8-9 lat, jest zaszczepiona, zaczipowana i wysterylizowana.

Kontakt:
501 894 901
730 355 970
793 990 900
adopcje@op.pl

Solo

SOLO, 12-letni psiaczek w typie jamnika. Niesamowity pieszczoch, bardzo kochany, otwarty pies. Solo trafił do tomaszowskiego schroniska w 2012 roku, bardzo źle sobie radził, non stop gryziony przez inne psy, gnębiony i smutny. Pewnego dnia uśmiechnęło się do niego szczęście, znalazł dom. Zamieszkał w mieszkaniu, a później dołączyła do niego koleżanka z tego samego schroniska. Psiaki bardzo się zżyły, Solo mocno otworzył się na ludzi, zaufał, pokochał swoich opiekunów. Aż pewnego dnia ponownie wylądował za kratami, ze względu na rzekome problemy osobiste właścicielki.
Psiak totalnie się załamał, dlatego postanowiliśmy jego, jak i Milkę zabrać do hoteliku. Zamieszkały w domu, w spokoju. Bardzo odżyły, jednak Milka już znalazła dom. Solo bez problemu dogadał się z psami, zaufał nowej opiekunce i stał się kochanym, wiernym psem.
Solo to starszy psiak, który potrzebuje spokoju i troski. Niedowidzi i niedosłyszy, nie ma jednego oczka. Nie możemy pozwolić, aby resztę życia spędził w hotelu. Potrzebujemy dla Solo kochającej rodziny, która już nigdy go nie porzuci.

Solo jest zaszczepiony, zaczipowany i wykastrowany.

Tekla

Tekla ma wygląd nietypowy. Srebrna sierść z założenia, bo zmienia dowolnie kolory w ciągu roku. Skośne prawie czarne oczy, reprezentacyjna postawa. Jej wygląd robi na wszystkich ogromne wrażenie. Tekla to bardzo uczuciowy, spokojny, zrównoważony pies. Uwielbia towarzystwo innych psów, jest w stosunku do nich bardzo opiekuńcza. W taki sam sposób traktuje dzieci. Jest wdzięczna za każdą czułość czy głaski. Tekla spędziła 4 lata zamknięta w schroniskowym boksie. Było jej bardzo ciężko przetrwać każdy kolejny rok. Raz dostała szansę na nowy dom, jednak bardzo szybko ją tej szansy pozbawiono. Powodem oddania Tekli do schroniska było przeskakiwanie przez ogrodzenie. Tekla uwielbia spacery, nade wszystko ceni sobie wolność. Jest wielką pieszczochą. Jest bardzo radosną, wiecznie uśmiechniętą sunią. Będzie najlepszym przyjacielem rodziny. Od 15 września 2016 roku przebywa w hotelu dla zwierząt. Uczy się tam fajnego, psiego życia. Obcowania z psimi kolegami oraz Wolontariuszami. Szukamy jej najlepszego domu pod słońcem. Tekla jest wysterylizowana, zaszczepiona, zaczipowana i odrobaczona. Rok urodzenia: 2009. Jeśli nie możesz adoptować Tekli zostań jej wirtualnym Opiekunem. Pomóż nam ją utrzymać. Jej hotelik to koszt 300 zł miesięcznie.

Tina I Puszek

Pomagając zwierzętom bezdomnym człowiek chcąc nie chcąc "bawi się " w Pana Boga. Zdecydowanie bardziej nie chcąc, niz chcąc.Niestety, ogrom psich tragedii jest taki,ze nie sposób pomóc każdemu, i niejednokrotnie trzeba wybierać : temu pomogę, ten musi zaczekać...Oby tylko doczekał....
A czasami jest tak,ze wybiera się tego jednego do pomocy i nijak nie można mu pomóc nie ratując drugiego. Tak jest w tym przypadku. W schronisku w Tomaszowie wypatrzyłyśmy Tinę staruszkę, która nie moze tam zostać na zimę, a do niej jest niesamowicie przywiązany jej syn- Puszek.
Tina i Puszek. Matka i syn - razem przeszli przez katorgę, razem czekaja na ocalenie.
Tina od szczeniaka była w pewnej rodzinie.Nie wysterylizowana urodziła zapewne wiele dzieci- ile nie wiemy, możemy sie tylko domyslać .W momencie interwencji był z nią jeden jej syn- Puszek.Co z resztą ? Pewnie w ogóle nigdy byśmy się nie dowiedzieli o nieszczęsnej suczce i jej synu, gdyby nie sąsiedzi, którzy mieli juz serdecznie dosyć fetoru dobiegajacego z mieszkania sasiadów. Zgłaszając to poinformowali równiez, że w mieszkaniu są psiaki , które NIGDY nie były wyprowadzane na zewnątrz, na spacery.
Dzięki temu zgłoszeniu Tina i Puszek zostały uwolnione z koszmaru, w którym żyły od nie wiadomo jak długiego czasu. Były całe oblepione odchodami, miały poprzerastane pazury uniemozliwiajace im poruszanie się, brak szczepień, odrobaczania, podstawowej opieki weterynaryjnej. Staruszka Tina miała guzy na listwie mlecznej, oczywiście nigdy nie diagnozowane i nie usunięte..."Opiekun " zrzekł sie praw do nich bez mrugniecia powiek, z radoscia zapewne pozbył się problemu.
Po interwencji psiaki trafiły do schroniska.
Tina według byłego "opiekuna " ma ok. 14-15 lat, Puszek ok. 6.
Puszek jest niesamowicie zżyty z matką - według wolontariuszek, które zajmują się nimi w schronisku nie poradziłby sobie gdyby musiał tam zostać bez niej.Są razem w boksie, po kastracj Puszka Tina również ma wstrzymane spacery,zeby on nie zostawał sam.
Chciałysmy wyciagnąć do hotelu Tinę, ponieważ stareńka suczka moze nie przeżyć zimy w schronisku, w takiej jednak sytuacji ratując Tinę musimy tez uratować Puszka.
Na ten moment szukamy wspólnego domu dla obojga. Być może po jakims czasie w hotelu, pod dobrą opieką,okaże się,że Puszek moze żyć bez swojej mamy i iść do domu sam- taką mamy nadzieję, bo znalezienie wspólnego kąta dla dwojga to ciężka sprawa.